Ból

Tyle wiedzy wkładają nam szkoły i uczelnie, ale w sytuacji kryzysowej mogę sobie tę wiedzę o przysłowiowy kant rozbić (o Kanta?). Bo co mi po przyswajaniu wiedzy, gdy jeśli pojawi się ból, jestem bezradna. Bezsilna. Skoro boli, to pewnie najlepiej czuć, nie uciekać od tego, ale wizja czucia nasuwa obraz rozpadnięcia się na kawałki i pojawia się obawa, że już stamtąd nie wrócę. Że to się nigdy nie skończy. Po co nam zatem te wszystkie tradycyjne szkoły?Nie uczą wcale tego, jak radzić sobie z tym, co podstawowe, moje mnie nie nauczyły…jak sobie radzić z życiem, gdy boli, gdy nigdzie nie jest dobrze. Mam chyba wizję jakiejś nowej szkoły. Marzenie. Nie wiem, jak ona miałaby wyglądać, ale chciałabym, by ceniła i wspierała człowieka jako wartość niezbywalną. Taki, jaki jesteś, wnosisz wartość do świata. Jesteś ważny – taki, jaki jesteś. Gdybyśmy czuli się widziani tacy, jacy jesteśmy, chcielibyśmy naturalnie rosnąć dla siebie i dla świata. Ja w to wierzę.

Dodaj komentarz