Kiedy śnieg zaczął topnieć pod wpływem ostrego słońca, a temperatura powietrza nieco się podniosła, Hania zabrała się za wiosenne porządki. Pierwsze promyki zbliżającej się wiosny zaczęły w niej budzić uśpione instynkty, a topniejące śniegi rozpuszczały zamrożone zimą emocje. Z letargu wyłaniały się schowane w podświadomości pragnienia. To, co wewnątrz, objawiało się potrzebą wymiatania, układania, przestawiania tego, co już zbyt długo stało w jednym miejscu, tak jakby zastało się na dobre, utknęło w zimowym letargu. Ostre norweskie słońce, ta już z samego rana bijąca żarówka, podkreślała kontrasty, wydobywała głębokie cienie, podbijające oślepiającą jasność. Czuła ten kontrast w sobie- rozdzierające ją dwa bieguny braku wiary i światła nadziei. Na wierzch wypływało to, co stare, ale dawno już zdezaktualizowane, to, czemu bezwiednie niegdyś dawała wiarę, a co trzymało ją teraz w miejscu, w zimowym stanie zastoju i zamrożenia. Ani w tę, ani we w tę. Ale do czasu.
Niemal wiosenne już ciepło zaczęło w niej jednak powoli i nieuchronnie coś rozmrażać. Hania czuła ten zew nowego, świeży powiew wiosny, która zawsze w końcu przychodziła. Tak jak przyroda zbierała się, by pożegnać zeschłe jesienne liście, tak ona przygotowywała się do tego, by zrzucić starą, nie tylko zeszłoroczną skórę. Pożegnać- to było odpowiednie słowo. Podziękować temu, co jej dotąd służyło, ale co już nie pasuje do jej obecnej wersji siebie i jej wizji świata. Podziękować i puścić wolno przekonania, które kiedyś chroniły, a które stały się zbyt ciasne. Puścić jak marzannę wartkim nurtem rzeki. Zbyt krępowały ją niesprzyjające myśli, trzymały w miejscu schematyczne przyzwyczajenia, męczyły utarte ścieżki. Były częścią jej życia i doprowadziły do tego miejsca, w którym była, więc przytuliła je z wdzięcznością i pozwoliła odejść tak, jak pozwala się odejść zimie. Gdy tak żegnała to, co już niesprzyjające, wdychała jednocześnie to, co nadchodziło. Natura i jej cykle uczyły ją zaufania do życia i do tego, że wszystko przychodzi w najbardziej odpowiednim momencie. Że z ciemności wyłania się światło, zimowanie kiedyś się kończy, stare ustępuje nowej energii, a ograniczenia odchodzą, by mogło napłynąć zaufanie. Do siebie, do świata, do życia.
