Poranna medytacja

Obudziłam się świtkiem rankiem, coś jeszcze do niedawna nie do pomyślenia. Zrobiłam kilka zdjęć i nagrałam Wam na Instagramie…ptaszki. Mam nadzieję, że będzie słychać. Taka drobna przyjemność – śpiew ptaków z rana. Wczoraj znajoma uświadomiła mi, że pewne sprawy biorę za pewnik – między innymi to, że mieszkam w tak pięknym miejscu. Z widokiem na morze i możliwością wyjścia na trawę z rana. I ze śpiewem ptaków o poranku.

Wstałam z rana, a świat jeszcze śpi. Cóż tu robić?Zaczęłam niedawno częściej ćwiczyć z rana jogę, więc pojawiła się taka myśl. Poćwiczyć. Ale usłyszałam te ptaszki i joga przestała mieć znaczenie. Choć ma wielkie znaczenie. Poczułam jednak tak przemożną chęć wsłuchania się w ten poranny śpiew…i dałam sobie przyzwolenie na to, by to było ważniejsze. Bo czy joga wymuszona na mnie i moim ciele będzie przynosić efekty?Może moja joga i medytacja dzisiaj to ten zachwyt nad porannym śpiewem ptaków, nad tak drobną, wydawałoby się, oczywistą rzeczą. Może to jest teraz najważniejsze – słuchanie świata o poranku i odpoczynek, bo przecież po pobycie w szpitalu jestem zmęczona. I najważniejsza teraz, i może nie tylko teraz, jest moja własna łagodność wobec samej mnie. Słuchanie siebie i moich potrzeb, bo jak inaczej mogę wiedzieć, kiedy zwolnić, kiedy się zatrzymać, kiedy odpocząć, a kiedy działać?

To taka refleksja z rana. I czuję, że nic już nie ma do powiedzenia, bo czeka na mnie moja stygnąca herbata i relaks ze śpiewem ptaków. To moja dzisiejsza medytacja.

P.S. Może czasem życie zabiera nas z życia, byśmy potem, wracając, docenili tak na pozór oczywiste rzeczy, jak śpiew ptaków. Cieszę się, że mogę dostrzec taki drobiazg, i że mogę się nim ucieszyć.

Dodaj komentarz