Jedyną pewną w życiu jest zmiana. Owszem, ale zmiana spowodowana przez czynniki zewnętrzne. Zmiana wewnętrzna nie jest już taka pewna, nad tym trzeba trochę popracować. Czytaj: zmusić się. Ot, cała magia. Na przykład, gdy bardzo się zakocha w ulubionej kanapie i nie chce się z niej wstać. A jeszcze jak ma się z niej ładny widok, to tym bardziej wstać trudno. No cóż, zastałam się kanapowo, ale czas to zmienić, czas na wyzwanie, a wyzwania są modne, to tym bardziej warto.
No dobra, żarty na bok. Okolica, w której mieszkam, jest cudna, więc szkoda marnować życie na kanapie. W tym tygodniu prawie codziennie byłam na spacerze i nie rozumiem, dlaczego nie korzystam częściej z tych dobrodziejstw barw i zapachów, ze słońca, z widoków, z morza, które mam blisko (dokładnie 12 min. piechotą od domu). Zauważyłam, że jak już wyjdę, to pojawia się i chęć, i zachwyt. Najtrudniejszy jest moment wyjścia.
Czas na challenge, czas na wyzwanie pt.: codzienne spacerowanie. Widzę, ile mi daje kontakt z naturą, brodzenie w morskiej wodzie, podziwianie widoków, szukanie pięknych kadrów…
Ostatnio nad morzem poczułam się jak na urlopie. Prawie brak ludzi, bo większość urlopowo powyjeżdżała z Norwegii – tylko Ty i natura. A przecież jestem w mieście…. I można bez końca patrzeć w błękit wody i nieba, jednocześnie czując przyjemne ciepło słońca na skórze…Urlop bez urlopu, relaks w pięknych okolicznościach przyrody. Cudnie.
Czasem zabieram ze sobą aparat i podziwiam świat przez jego oko. Zabrałam i w tym tygodniu, stąd kilka ujęć mojej dzielnicy Tasta. Pięknie, prawda?













