Kropla drąży skałę

W drodze z Bergen na Hardanger

W podstawówce, czyli wieki temu, byłam w klasie sportowej i często chodziliśmy na zawody biegowe.  Pamiętam,  że byłam w tym dobra- miałam wtedy jakiś instynkt zwycięzcy, bo gdy widziałam przed sobą biegacza, musiałam zrobić wszystko,  żeby  go minąć. Najczęściej mijałam i stawałam na podium.  Za samym bieganiem nie przepadałam, ale i tak była we mnie jakaś siła, która mobilizowała mnie do tego, by dać z siebie wszystko. Potrzeba osiągania, wygrywania, pewna zawziętość w osiąganiu celów- czyli ajurwedyjska Pitta – te jakości ambicji i bezkompromisowego dążenia do celu, czasem kosztem samej siebie.  Później odpuściłam, bo zobaczyłam, że nie jestem w stanie być najlepsza we wszystkim. Ale niedawno,  gdy postanowiłam wychodzić codziennie na spacer, przypomniały mi się te jakości i zrozumiałam, że je w sobie nadal mam, tylko były uśpione, przykryte warstwą wieloletniego kurzu. I choć nadal jeszcze ciągnie mnie ulubiona kanapa i nie zawsze chce mi się wyjść, przypominam sobie wtedy, że przecież sobie obiecałam i wtedy Pitta powraca z tą nieugiętością i zawzięciem. I wychodzę,  a jak już wyjdę,  cieszę się spacerem, przyglądam się zmieniającej się przyrodzie i warunkom atmosferycznym. Wystarczy ruszyć, a potem już wkracza satysfakcja. Pitta napędza, a natura rozluźnia, relaksuje, koi.

Mijają niecałe 3 tygodnie moich codziennych spacerów i już widzę efekty. Jestem radośniejsza, mam lepszy nastrój, choć nie ma po temu żadnego innego powodu i coraz łatwiej jest mi podchodzić pod wszystkie tutejsze górki. Cieszę się bliskością morza i tym, że mam dookoła tereny spacerowe. Nie muszę wyjeżdżać poza miasto, by mieć kontakt z naturą. Jestem w mieście,  a jednocześnie mogę obcować z przyrodą. Taka jest właśnie specyfika norweskiego krajobrazu. Tym bardziej warto korzystać,  zwłaszcza w lecie, ale zamierzam przetestować też pochmurne dni jesienne i zimowe i sprawdzić, jak będę się wtedy czuła. Tak, sprawdzić.

Wczoraj byłam w okolicy, choć zapowiadał się deszcz i żałowałam, że nie wzięłam aparatu, bo granatowe niebo pięknie kontrastowało z krajobrazem, który chwilowo zalało słońce. Można by pomyśleć, po co mi aparat jak będzie deszcz?Ale nigdy nie wiemy,  czy pogoda się nagle nie zmieni albo czy akurat nie zastaniemy dramatycznego nieba, które warto uwiecznić.

Wczorajszy widok z Tastavarden

O ile dobrze pamiętam,  Ewelina Stępnicka poradziła kiedyś Joannie Grzybowskiej, gdy była w trudnym momencie życiowym, by codziennie chodziła na spacery.  Od tego czasu,  jak czytam na jej profilu, od 6 lat fotografuje wschody słońca nad morzem. Zrodził się z tego, o ile wiem, kalendarz, sesje nadmorskie i społeczność Morza Aniołów. Z małego kroku zrodziła się zmiana życiowa. Zainspirowała mnie ta historia.

Czytam właśnie „Atomic habits” Jamesa Cleara i autor pisze,  że jednym z pierwszych działań, jakie powinniśmy podjąć w budowaniu nowego nawyku, jest nie określenie celu, ale postawienie sobie pytania: kim chciałbym zostać?

Czasem decyzja może być tą kroplą, która drąży skałę. Decyzja, że chcę zmiany. Że chcę się poczuć lepiej. Ta kropla może pociągnąć za sobą cały strumień. I jeśli pojawi się w nas ta siła, która nie daje za wygraną, może uruchomić w nas wodospad. 

W drodze z Bergen do Hardanger

Dodaj komentarz