– No ale, Haniu, nie przejmuj się tak wszystkim- powiedział trochę zrezygnowany. Czuł, że wzbiera w nim jakaś niecierpliwość, nie potrafił jej objąć, nazwać, ale czuł, że nie podoła temu. Nie teraz.
– Nie przejmuj się? – zapytała ze zdziwieniem i lekką irytacją w głosie. – Jak mam się nie przejmować skoro się przejmuję?
Usłyszała siebie i nagle wybuchnęła śmiechem. Nie rozumiała zupełnie, dlaczego. Przecież ją wkurzył tym swoim „nie przejmuj się”. Chciała mu zrobić wykład o tym, że mówić komuś „nie przejmuj się” to jakby powiedzieć osobie w stanie wzburzenia: „uspokój się”. Czy on myśli, że to zadziała? No, na pewno…ze szwajcarską precyzją…W pierwszej chwili chciała mu zrobić taki mądry przecież wykład, ale gdy usłyszała samą siebie, nie mogła przestać się śmiać.
– Masło maślane nas uratowało. – powiedział, przyglądając się jej z uśmiechem. Teraz ręce same wyciągały się do niej. – I mnie też. Nie byłbym w stanie dziś …
– Intensywny dzień? – zapytała. – No ale nie przejmuj się. – stwierdziła figlarnie. – No po co się przejmować? Co ci to da?
Teraz już śmiali się oboje. Wykład poszedł w zapomnienie, jej irytacja i jego zmęczenie jakoś się rozpłynęły, ustąpiły pod wpływem fal śmiechu poruszających ich ciała. Zaczęli kołysać się w kuchni w rytm jakiejś nieznanej im melodii. Kołysanie uspokajało, ciepło dotyku łagodziło „stany zapalne”.
– Czasem potrzebuję, żebyś mnie wysłuchał. Nie dawał dobrych rad, tylko był, jak teraz.
– Przecież jestem- teraz. – mrugnął do niej i przytulił ją mocniej. – Pobądź ze mną. Teraz.
Spojrzała na niego z zachwytem. Miał rację. Ona znów chciała swoje. Że potrzebuje, chciałaby…taki a taki scenariusz wydarzeń. A on przecież jest. Tu i teraz. Jest obok, obecny, czuły. Doceń to. Otwórz się na to, co on może ci dać. Poczuj, pobądź w tej chwili. Odpuść tysiąc myśli na minutę, te swoje przeklęte zawiłe połączenia między półkulami kobiecego mózgu, odpuść wyobrażenia, jak mogło być wczoraj, czy jak może być jutro, przestań naprawiać, analizować, zmieniać. Pozwól się poprowadzić w tańcu, pozwól mu się objąć jego spokojem. Oddać chwili.
Kołysali się tak przytuleni, jakby świat się zatrzymał. Trwało to chwilę, aż Hania poczuła nagle, że chce zatańczyć do jej ulubionego „Almost blue”.
– Czekaj- na chwilę wyślizgnęła się z jego ramion i włączyła swoją piosenkę. Rozległa się mrucząca nostalgiczna trąbka Bakera, kojące pianino, uspokajająca perkusja i na koniec jego ciepły wokal. Kołysali się w ten miarowy takt, a rytmy ich serc się synchronizowały. Hanię ogarnął spokój i błogość. Poczuła wdzięczność. Przecież tego potrzebowała- obecności i utulenia. Potrzebowała i dostała… Ale dopiero wtedy, gdy odpuściła to całe wzburzenie.

– Dziękuję za to, że jesteś. – wymruczała razem z Bakerem. – Tego mi było trzeba…
W cholerę z tym przejmowaniem się. – dodała ze śmiechem.
Bez słowa, kołysząc się dalej w rytm melodii, Tomek zaczął ją powoli wyprowadzać z kuchni w znanym im dobrze kierunku. Baker usłyszał tylko jej perlisty śmiech.