Moje BYCIE. Moje ŻYCIE.

 

jahaha

Co ja tak naprawdę robię dla siebie?Czy ja w ogóle robię coś tak naprawdę tylko dla siebie?

Gdy się nad tym glębiej zastanowię, to mam tendencję do tego, by myśleć o tym,  jakie korzyści moje działania przyniosą finalnie innym!A ja, a JA?Słyszę cichutki, już niemal zrezygnowany głos…że niby EGO-istyczne EGO albo jakieś rozwydrzone wewnętrzne dziecko?Nie, to jakaś inna, bardzo ważna część mnie, która pokazała mi ostatnio, jak bardzo jest zmęczona o-wszystkich-innych-myśleniem. Widzisz wszystkich, tylko nie mnie, a ja jestem twoją podstawą, twoim oparciem, mam w sobie klucz do twojego Źródła.
Ostatni zjazd w Warszawie (Studium rozwoju przy Szkole Komunikacji opartej na empatii) i eksploracja zagadnienia empatii, które zawsze uważałam za tak niezwykle cenne… Ale tym razem opanowała mnie niepohamowana złość. Nie, nie mam siły na empatię!Pewne wydarzenie sprawiło, żę moja pojemność empatyczna się skończyła, moje zasoby w tym temacie się wyczerpały. Nie, nie mam siły już być dla innych. Złość – taka, jakiej dotąd nie znałam.  Pierwszy raz chyba pozwoliłam sobie na jej  odczuwanie, bez poczucia winy czy próby ucieczki. Dość, mówiła złość. Dość już bycia dla innych. Teraz JA. To ty, a nie inni, jesteś najważniejsza.

Ja – moja ugrzeczniona dziewczęcość, usiłująca do tej pory podświadomie zadowolić wszystkich dookoła – nie czułam sie z tym uczuciem komfortowo, ale teraz czuję wdzięczność do tej osoby, która doprowadziła do mojego niepohamowanego wzburzenia, bo dzięki niej pozwoliłam sobie w końcu tę złość do siebie dopuścić.  Poczuć, uznać jej znaczenie, zrozumieć, że jest uzasadniona i  posłuchać przekazu, jaki ze sobą niesie. Złość – mój osobisty strażnik i bodyguard, wskazujący na to, że ktoś przekracza moje granice. Jeśli bez pozwolenia wkraczasz na mój teren i pozwalasz sobie na działania, których nie akceptuję, będę bronić mojego terytorium i mogę być wtedy niemiła. Dość bycia grzecznym i miłym wtedy, gdy ktoś wkracza z butami w moją własną osobistą przestrzeń. Grzeczne dziewczynki wpadają w depresję, mówi mój wewnętrzny lekarz. A to mądrala…Ciekawe co na to mój lekarz rodzinny…

Empatia dla innych – jest dla mnie ważna, ale to wartość mi znana. Nawet jeśli nie wyrażam jej słowami, czuję ją. Może właśnie wyrażam ją najpełniej właśnie wtedy, gdy mówię niewiele….albo wcale. Ale tym razem złość powiedziała….DOŚĆ. Postawiła GRANICĘ – dzięki ci, o święta złości! To, czego najbardziej potrzebuję teraz, a czego za bardzo nie znam, to nic innego, jak troska przede wszystkim o siebie. Najpierw o siebie.

Empatia dla siebie…co czuję i czego teraz potrzebuję?Pierwsza myśl…jechać na urlop,  uciec myślami od wszystkich powinności i musizmów.  I od bólu obciążonych pleców. Uciec?Wyrwać się z tego miejsca i z mojego obecnego stanu?To też już znasz, czy nie działałaś tak całe dotychczasowe życie?

Ucieczka. Nie, nie tym przecież jest empatia. Pamietasz?Empatia to między innymi…. nie uspokajać. Pobadź z tym – tutaj, gdzie jesteś teraz. Poczuj, co się dzieje, pobadź ze mną, okaż mi zainteresowanie i uwagę, posłuchaj, czego potrzebuję. Możesz uciekać w nieskończoność, ale czy to coś da?W tym życiu, na tej planecie, kategoria nieskończoności nie istnieje…a ja jestem częścią ciebie, więc nie mam wyjścia, chodzę z tobą, nawet jeśli ty mnie nie widzisz…chodzę, póki mam siłę, ale już mi jej trochę brakuje…
Poczułam w końcu, że ta złość, którą wyrzucałam dotąd do kosza emocji niepożądanych,  jest mi potrzebna, by ochronić siebie, zadbać o siebie, moje dobro i bezpieczeństwo.  Ty jesteś najważniejsza.  Ty i twoje życie. Inni dadzą sobie radę, życie innych to nie twój problem. Zajmij się sobą. Nie bedziesz w stanie innym niczego dawać z radością, lekkością i w poczuciu spełnienia, jeśli nie nauczysz się wpierw dbać o siebie, jeśli nie zdecydujesz się na to, by  to SIEBIE stawiać na pierwszym miejscu – zawsze i bez wyjątku.
Na zajęciach z przekonaniami wyszło mi między innymi, iż wierzę, że sukces to osiąganie. No to niespodzianka, coś się we mnie zaśmiało…To prawda, praca jest dla mnie ważna, wyzwania, spełnianie się w pracy…to jest dla mnie ważne. Ale poza pracą też jest moje życie.  Potrzebuję więcej ŻYCIA.  Dla siebie.
Czy inni są dla mnie, czy tylko ja dla innych? Inni dadzą sobie radę, to nie moja odpowiedzialność o nich dbać. To nie twój problem. Ja jestem odpowiedziala za to, by dbać o siebie. Jesteśmy odpowiedzialni za swoje dzieci, o nie chcemy dbać, nimi sie opiekować. Ale ani ja, ani inni dorośli nie jesteśmy już dziećmi. Ja jestem dorosła i Wy jesteście dorośli.  Ja odpowiadam za siebie i Wy odpowiadacie za siebie. To też oznacza między innymi, że to ja jestem odpowiedzialna za proszenie o pomoc, jeśli jej potrzebuję. To ja jestem odpowiedzialna za to, by prosić, a nie oczekiwać, że inni zapewnią mi pomoc. I, idąc tym tropem, jeśli inni mnie o pomoc nie proszą, to może jej nie potrzebują?Nie moim zadaniem jest się tego domyślać, a tym bardziej próbować pomagać, gdy wydaje mi się, że ktoś tego potrzebuje. Nie moim zadaniem jest….uwaga, odkrycie! – Nie moim zadaniem jest się wtrącać. Tak,  może się wtrącam, jeśli na przykład niepytana, doradzam?A  może to nie moja sprawa?Może nie wolno mi, nie mam prawa uważać, co dla kogoś jest najlepsze. To wie tylko ten, kogo dotyczy sprawa.
Nie mam siły.  Nie mam już siły być zawsze silna. Nie mam siły sama siebie nieustannie nosić. Potrzebuję oparcia – w sobie, bo przecież  jestem rezultatem genetycznego ciągu pokoleń…Ciałem, które poddaje się sile grawitacji, stoi na własnych nogach i czerpie poczucie bezpieczeństwa z oparcia w Ziemi pod stopami, ale jednocześnie pnie się ku niebu. Grawitacja ziemsko sprowadza nas na ziemię, byśmy odpoczęli, więc  poddaję się.  Moje ciało tego potrzebuje – odpuszczenia sobie, poddania się, odpoczynku. Pozwalam sobie więc czuć się delikatna, krucha i bezbronna. Bezsilna. Mała w obliczu większych ode mnie, potężnych, nieokiełznanych sił natury. Nie warto walczyć ze sztormem, lepiej się schować i przeczekać. Trudno jest płynąć pod prąd, o wiele łatwiej zaś poddać się prądowi i razem z nim płynąć do brzegu, przyjemniej dryfować i pozwolić bezkresowi oceanu otoczyć opieką moje wodne też przecież ciało…rozpłynąć się moją małą kroplą w bezbrzeżnym morzu. Tak jak kiedyś w lesie…

Wbrew pozorom bezsilność to przejaw mocy, która prosi, by zadbać o siebie, mocy, która otwiera mnie na przyjmowanie tego, co świat ma mi do zaofiarania, pozwolenie sobie na zanurzenie się w jego troskliwym i szczodrym uścisku. Bo przecież zawsze, gdy tego naprawdę potrzebuję, otrzymuję.

Dbanie o siebie…co tak naprawdę robię dla siebie?Nasuwają mi się rozmaite aktywności, ale gdy się dobrze zastanowię, to chyba nie robię ich tylko i wyłącznie dla siebie…

Co robię wyłącznie dla siebie? – Śmieję się. Czasem robię to może nawet wbrew innym, bo nie każdy przecież musi rozumieć moje poczucie humoru. I chyba hamuję czasem ten śmiech w sobie, bo  może nie wypada, bo może nie powinnam, bo może ktoś nie zrozumie, bo może ktoś to odbierze personalnie, a nie taka jest moja intencja…A ja tak bardzo potrzebuję się śmiać! Śmiać czasem także z tego, co trudne. Może dla złapania jakiegoś dystansu,  a czasem dla nabrania innej, też ważnej perspektywy. A także po to, by po prostu żyć, bawić się. W życiu istnieją nie tylko ból,  trudne doświadczenia i emocje, ale też radość, śmiech, zabawa. Może życie nie jest aż tak poważne, jak myślałam? Nie oznacza to, że mam teraz odrzucić to, co powagi wymaga i tego, co trudne, ale chcę otworzyć się też na to, co lekkie, radosne, soczyste, ciepłe, słoneczne i spełnione. Potrzebuję równowagi.
Co robilam dotąd bardziej dla siebie niż dla innych?Do tak zwanej szuflady pisałam, robiłam zdjęcia. Dla siebie rozmyślałam. Dla siebie chodziłam na samotne spacery, przytulałam się do drzew, gdy tego potrzebowałam, w samotności tańczyłam i śpiewałam. Aż przestałam śpiewać, nawet dla siebie. Hm…ciekawe dlaczego?

A ostatnio – co odkrywam dla siebie?BYCIE. Po prostu. Zawsze czułam wewnętrzny przymus DZIAŁANIA, nawet jeśli nic nie robiłam…A ostatnio odkrywam stan bycia, leżenia, oddychania i czucia tego, jak oddech i moja uwaga rozlewa się po moim ciele, a ja niepostrzeżenie orientuję się ze zdziwieniem, że czuję PRZYJEMNOŚĆ Z BYCIA W CIELE. Stan dla mnie nowy, a czuję, że ma nieograniczony potencjał. Tak jakby ograniczone ciało miało nieograniczony potencjał odczuwania przyjemności. Czy to może być prawda?Ciekawe…

Przyjemny stan bycia. I nagle nie muszę nigdzie wyjeżdżać, by się zregenerować. Mogę zostać tu, gdzie jestem, na kanapie i poczuć się dobrze tu, w domu, u siebie, sama ze sobą, moim ciałem, oddechem, czasem dla siebie i muzyką. Nagle leżenie na trawie w słońcu staje się przyjemnym rytuałem, gdy wszystkie ciężary oddaję ziemi i skupiam się na tym, jak ciepło rozchodzi się po całym ciele…najwyraźniej potrzeba mi CIEPŁA.

Czy ciepło mogę zaczerpnąć tylko z zewnątrz? – zapytał z ciekawością mój wewnętrzny filozof. Brzuch masz zawsze ciepły, odpowiada ciało, tam jest twój piec, elektrownia, centrum zasilania. Czy na pewno? – pytam z niedowierzaniem, bo spodziewałam się innej odpowiedzi…Poczuj. Okey…

Dbaj o brzuch i jego wewnętrzne ciepło…tam znajdziesz ogień. Rozpal oddechem, dmuchaj, dorzucaj drewna i wymiataj popioły.

Idę zaraz na słońce, najpierw po ten zewnętrzny ogień…po iskrę, która go zapali.

BYCIE dla siebie. ŻYCIE dla siebie. Do tej pory chyba mniej lub bardziej świadomie byłam dla innych, a tworzyłam dla siebie. Może czas na nowe, czas przyjąć inną, nieznaną mi perspektywę – być bardziej dla siebie, a tworzyć z siebie dla innych. Cokolwiek to znaczy!Dzielić się sobą. Bo życie mam dla siebie, ale moje bycie tutaj, teraz, jest też dla innych (sama do końca nie rozumiem, co chcę przez to powiedzieć,  tak a propos tego, „co poeta miał na myśli”; ale może kiedyś zrozumiem…). Życie tworzymy z bycia i sam fakt, iż jesteś tu, gdzie jesteś, taki, jaki jesteś, wpływa na całość, wprowadza zmianę w świecie. Działania wypływają z bycia. Bądźmy więc bardziej tu,  gdzie jesteśmy, bądźmy bardziej tym, kim jesteśmy. Bądźmy wpierw dla siebie. Kiedy po prostu jestem w sobie i ze sobą, otwierają się nagle jakieś nowe drzwi, których wcześniej nie byłam w stanie dostrzec. Ciekawe, zrozumiałam nagle, że oddech chciał mi ostatnio dać do nich klucz.

Otwieramy? To wybór, decyzja.

Stare, ale solidne,  przysłonięte bluszczem i zaroślami drzwi…odgarniam nieznane mi z nazwy krzaki i chwasty w poszukiwaniu dziurki od klucza.

To twoje królestwo, słyszę.

Moje? – pytam ze zdziwieniem, jednocześnie podekscytowana. Moje – mówię do siebie, jakbym chciała poczuć znaczenie tych słów.

Otwieram drzwi do mojego własnego królestwa? Co znajdę? Nie wiem, ale bardzo jestem ciekawa… – myślę.

„Ciekawość to pierwszy stopień do piekła!”, słyszę jakiegoś rozbawionego śmiejącego się chochlika. Nie widzę go jeszcze, ale słyszę życzliwość w jego głosie. Ach, takie figle,  no dobrze…stwierdzam z uśmiechem.

„Ciekawość to pierwszy stopień do mojego królestwa, skrzacie”, mówię mu rozbawiona, kiwając palcem przychylnie. „Jeśli to jest moje królestwo, to ja decyduję.”

„No nareszcie…” – słyszę westchnienie.

Drzwi udawały, że ich nie ma. Łudziły się, że się nie zorientuję, co i jak, nic a nic.  A ja udałam, że nie wiem, że to one zamruczały coś pod nosem.

„Kos deg, det er på tide”  – słyszę.

Czyli: „Baw się dobrze. Już najwyższy czas.”

tralala

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s